Ogłoszenie

UWAGA : Wasz nick musi składać się z imienia i nazwiska (postaci, oczywiście). Zmieniać, leniwe gimbusy! ;D A avatar... No, machnijcie tam zdjęcie lub obrazek Waszej postaci :) WAŻNE : REAKTYWACJA FORUM!! WCHODZIĆ, REJESTROWAĆ SIĘ PISAĆ! RUSZYMY JE Z MIEJSCA, LUDZIE! DO ROBOTY!! :D ADMINISTRACJA DA Z SIEBIE WSZYSTKO I MAMY NADZIEJĘ NA WASZĄ POMOC, DRODZY UŻYTKOWNICY! ^^

#1 2012-11-15 08:12:37

 Draco Malfoy <3

Wszechmogący Władca Forum  Nauczyciel Eliksirów w Hogwarcie

36672885
Call me!
Skąd: Żary
Zarejestrowany: 2012-11-03
Posty: 813
Punktów :   14 
Postać: Dracon Abraxas Malfoy
Zawód/ Dom ucznia: Nauczyciel Eliksirów (Hogwart)
Czystość krwi: Czysta
Popiera: Siebie, innych ma gdzieś :P
W związku z : Ethan Bennington

"Vanitas vanitatum et omnia vanitas" (Drarry) +16

"Vanitas vanitatum et omnia vanitas"*

+-+-+-+

"Inny świat.
W nim ty
I ja
Zagubieni pośród marzeń
I snów.
Szukamy siebie
Wśród drzew wspomnień
W lesie marzeń
Jak długo jeszcze
Nim będziemy razem?
Cichy ból
Ciche łzy
Bo inna bajka
Nam się śni..."

+-+-+-+

Zapadał zmierzch. Młody mężczyzna szedł powoli opustoszałą ulicą. Nie miał celu. Miał tylko przemożną ochotę pójścia przed siebie w stronę zachodzącego słońca, znaczącego krwawą poświatą jego twarz. W blond włosach mężczyzny igrały jeszcze prześmiewczo ostatnie promienie słońca. Skakały też po czarnych spodniach i czarnej koszuli, aby czasami odbić się od szaro-niebieskich oczu i uciec na blade policzki. Cienie długich rzęs blondyna znaczyły jego lico ciemnymi pręgami. A on po prostu...szedł.
Nagle zachodzące słońce skryło się za burzowymi chmurami, równie ponurymi i pustymi, co oczy mężczyzny. Zaczęło lekko padać i po chwili rozległ się grzmot. Chłopak ocknął się, gdy poczuł chłodną kroplę na policzku. Spojrzał w górę, na deszcz. Nagle przypomniały mu się słowa jego babki "Gdy jest burza i pada deszcz, to znaczy, że nawet anioły płaczą nad losem ludzi". Przymknął oczy jeszcze bardziej wznosząc twarz ku niebu. Otworzył usta i zaśmiał się pustym, histerycznym śmiechem prosto w niebo. Śmiał się z całych sił. Śmiał się, aż nie rozbolał go brzuch. Wtedy przestał i pochylił głowę, a blond kosmyki zakryły mu twarz. Chichotał lekko.
***************
Trzask drzwi. Wrócił do domu. Dom... Nie, to miejsce go nie przypominało. Surowe. Chłodne. W niczym już nie kojarzące mu się z ciepłem domowego ogniska. Panowała cisza. Pewnie Astoria jeszcze nie wróciła z pracy. Ma to gdzieś. Nawet lepiej. Woli zostać sam...
Ruszył na górę po schodach, w stronę sypialni, po drodze zrzucając z siebie przemoczone ubrania. Stanął w drzwiach starej sypialni zupełnie nagi. Ta cisza... Nie słychać nawet tykania zegara. Tylko bębnienie deszczu o szyby. I kapanie kropli wody z parapetu. Tum, tum, tum... Kap, kap, kap... Nie był w tej sypialni od kiedy... TAMTO się stało. Te same pastelowe, kiedyś ciepłe, teraz melancholijne odcienie zieleni na ścianach. Jasne meble. I to łóżko... Ogromne, podwójne łóżko, z baldachimem, ze szmaragdową pościelą. Czyż nie taki kolor miały JEGO oczy?...
Nagle coś przykuło wzrok blondyna. Oszklone drzwi od balkonu. TE drzwi. Budzące tyle wspomnień... Podszedł bliżej i... Niespodziewanie zauważył w świetle błyskawicy ślad dłoni na szybie. Nie jego dłoni. A Astoria nie miała wstępu do tej części rezydencji... Oczy zaszły mu łzami. Zaczął... Się śmiać. Tak jak wcześniej. Pusto. Histerycznie. Głośno. Aż rozbolał go brzuch. Aż oczy prawie wyszły mu z orbit. Ale śmiał się dalej, śmiał do rozpuku. Aż pokładał się na podłodze ze śmiechu. Po chwili, leżąc na podłodze, przestał. Leżał, uspokajając oddech i wpatrywał się w sufit z uśmiechem szaleńca. Zachichotał jeszcze kilka razy, po czym znieruchomiał. Na jego twarzy pojawił się wyraz zszokowania. Wytrzeszczył oczy i otworzył usta. To wyglądałoby zabawnie, gdyby kogoś śmieszyło szaleństwo.
Nagle wyciągnął rękę i krzyknął :
-Co?.. Jak.. Ale... Nie! Nieee!
Ukrył twarz w dłoniach i skulił się w pozycji embrionalnej. Zaczął się kołysać wciąż powtarzając "nie, nie, nie, nie, nie..." . Z jego ust wyrwał się śmiech, zmieszany z suchym szlochem. Blondyn wyrzucił niespodziewanie ręce w górę i zawył :
-Nieee, nieee!! Dlaczego? Dlaczegooooo??!!!....
Po chwili opadł z sił i wyczerpany, usnął.
         ~~~~~~~§~~~~~~~
Wspomnienie Draco

-Hej, Malfoy!
Blondyn obrócił się, szybko przyjmując pogardliwy wyraz twarzy.
-Czego chcesz, Głupotter? - wysyczał do wysokiego, chudego szatyna w okularach.
Szatyn zmrużył oczy. Okulary odrobinę mu się zsunęły.
Wyglądał naprawdę groźnie, z tymi oczyma koloru Avady, ciskającymi błyskawice. A także bardzo... Seksownie. Blondyn zadrżał, bynajmniej nie ze złości, czy strachu.
Potter zbliżył się odrobinę do niego.
-Lepiej uważaj, Malfoy - powiedział groźnym szeptem. - Bo jeszcze możesz skończyć w Azkabanie w jednej celi ze swoim ojcem.
Draco zawarczał cicho. Co, jak co, ale nie mógł pozwolić, żeby ten dureń obrażał jego ojca!
-Zamknij się, Potter - wywarczał. - Nie masz o niczym pojęcia! Nie masz prawa obrażać mojej rodziny! Nie znałeś ich!
Szatyn uniósł brew.
-Och, a ty to niby masz prawo do obrażania mojej?
Ślizgona na chwilę zatkało, ale po chwili tylko uśmiechnął się pogardliwie.
-Dokładnie, Potter - rzekł. - Bo ja mogę wszystko.
Po tych słowach obrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył w stronę jeziora.

********************
"Przeklęty Potter" myślał Ślizgon jadowicie. "Za kogo on się ma??". Zatrzymał się dopiero koło jeziora. Usiadł pod rosnącym tam dębem. Już trochę ochłonął. "Czy..." pomyślał "Potter może mieć rację? Że... Robię tak samo jak on? Ale... To chyba nie to samo... Prawda?".
Długo tak rozmyślał, targany sprzecznymi uczuciami.
Jednak, jeszcze zanim zapadł zmrok, podjął decyzję.

*********************
Na kolacji Draco prawie nic nie zjadł. Chociaż nie chciał tego przyznać, nawet przed samym sobą, bardzo bał się reakcji Pottera. Spojrzał na zegarek. Kolacja trwała już 20 minut. Zaraz Potter z kolegami wrócą do swojej Wieży. Już czas.
Malfoy szybko wstał i ku zdziwieniu prawie  wszystkich na Sali, ruszył w stronę krzesła Pottera, przy stole Gryffindoru. Podszedł do niego. Harry i wszyscy Gryfoni zagapili się na niego w ciszy. Draco odchrząknął.
-Potter - zaczął. - Ja... Chciałem przeprosić. Wiem, że to bardzo mało, jak na wszystkie lata tej nienawiści i na to, co zrobiłem, ale... Przepraszam.
I wtedy, nie czekając na odpowiedź, jak najgorszy tchórz, zwiał do swojego prywatnego dormitorium Prefekta.

       ~~~~~~~§~~~~~~~
Mężczyzna obudził się nagle. Jego ostatnie słowa, w jego sennym wspomnieniu, wciąż wibrowały mu w głowie. "-Przepraszam..."
Chwiejnie, pijany nawrotem cichego bólu, wstał z podłogi. Powolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia z TEGO pokoju. Co go podkusiło, żeby tu przyjść?!? Przecież to właśnie tutaj pozostawił Demony... Demony swoich wspomnień... A one teraz znów go atakowały... Dopóki tu przebywał. W tym pokoju. Rzucały się na niego. Wdzierały w mózg i w serce. Już prawie stąd wyszedł... Da radę... Jeszcze tylko dwa kroki...
Popełnił błąd, odwracając się, aby ostatni raz spojrzeć na TEN pokój, TO łóżko, TE drzwi od balkonu... Właśnie wtedy rzucił się na niego jeden z jego najstraszniejszych i największych Demonów. Nie dał już rady go pokonać... Dał za wygraną i pozwolił mu zawładnąć swoim umysłem...
        ~~~~~~~§~~~~~~~
Wspomnienie Draco

Draco szedł korytarzem Malfoy Manor. Na ustach czaił mu się lekki uśmiech. Już dziś wieczorem wróci jego Harry. Draco nie lubił tych aurorskich misji Pottera. Bardzo nie lubił. Tylko zabierały mu ten, i tak krótki przez pracę czas, który mógł spędzać ze swoim narzeczonym. Gdy więc Harry napisał mu wczoraj, że wróci już następnego dnia, czyli o tydzień wcześniej, był cały w skowronkach i nie wiedząc, co ze sobą zrobić, urządzał sobie spacery po rezydencji. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Uśmiechnął się szeroko. Może to Harry wrócił wcześniej! Szybko poszedł otworzyć. (No bo przecież nie będzie biegł!) Wreszcie doszedł do drzwi i otworzył je z rozmachem... A tam zamiast słodkiej buzi Harry'ego ujrzał dwóch posępnych mężczyzn w szarych garniturach. Pewnie jacyś z Ministerstwa. Draco szybko zmienił wyraz twarzy na swoją zwykłą malfoyowską minę pod tytułem "Jestem panem świata i wszyscy macie się mnie słuchać, albo mój ojciec się o tym dowie!".
-Taak? - zapytał przeciągając sylaby. - Czemu zawdzięczam ten zaszczyt?
Wyższy z mężczyzn skłonił sztywno głowę
-Pan Dracon Abraxas Malfoy, czy tak? - zapytał ponurym głosem.
Blondyn uniósł brew i skinął lekko głową.
Mężczyzna w garniturze westchnął.
- Czy możemy przez moment porozmawiać?
Malfoy patrzył na nich przez chwilę, a następnie przesunął się, umożliwiając mężczyznom wejście do rezydencji. Weszli do środka, a potem wszyscy poszli do salonu i usiedli. Draco usiadł w fotelu, a mężczyzni na kanapie. Przez chwilę panowała cisza, a następnie odezwał się niższy z przybyszów. Odchrząknął.
-A więc - zaczął - jesteśmy tu w sprawie Harry'ego Jamesa Pottera, zamieszkałego...
- Tak, tak - powiedział zniecierpliwiony Draco wywracając oczami. - Proszę przejść do rzeczy.
Mężczyzna w garniturze zmieszał się lekko.
-A więc - zaczął znów tak samo - pan Potter, dnia 16 września, dokładnie tydzień temu, udał się do Bułgarii z misją, która polegała na wyłapaniu niektórych pozostałych na wolności Śmierciożerców. Dziś doszło między nimi, a zespołem pana Pottera do konfrontacji. Pan Potter... Był naprawdę wspaniały... Gdyby nie on... Nie złapalibyśmy wielu Śmierciożerców... Ale... Niestety... Przykro mi... Na każdej walce ponosi się straty...
- Przepraszam bardzo - przerwał mu Draco. - Ale co pan próbuje mi powiedzieć?
Drugi mężczyzna westchnął.
-Pan Potter nie żyje. Zabił go Śmierciożerca - Avery, który sam został później trafiony Zaklęciem Uśmiercającym rzuconym, niestety zbyt późno, przez pana Ronalda Weasleya. Avery wbił nóż w serce pana Pottera. Nie zdołaliśmy go uratować. Bardzo nam przykro...
Draconowi Malfoyowi wtedy, pierwszy raz i bezpowrotnie, pękło serce.

        ~~~~~~~§~~~~~~~
Leżał wciskając twarz w podłogę. Usta miał otwarte w niemej rozpaczy, krzyku, który nigdy nie miał się wydostać z głębi jego gardła. Dyszał głośno. Wstał powoli, czując lekkie pulsowanie bólu w głowie. Nie, nie jest dobrze. Zawsze potem czuje się źle, gdy pozwala dopadnąć się Demonom... A już zwłaszcza tym największym, najstraszniejszym Demonom...
Ah... "Harry"... Jak dawno już to imię nie pojawiało się w jego myślach... Bo to za bardzo bolało... Ale... Teraz... Skoro już otworzył starą ranę... To równie dobrze nic się nie stanie, kiedy... Trochę... Powspomina...
Ruszył w stronę łoża. Powoli, powolutku zbliżył się. Najpierw delikatnie przesunął ręką po śliskim materiale narzuty. Ahh... Tyle wspomnień...
Usiadł, poruszał się przez moment, a następnie położył się. Och... Ten dotyk chłodnego materiału na nagiej skórze... Ah... To przywołało do niego kolejnego z największych Demonów. Przyjął go z otwartymi ramionami. Chciał. Bardzo chciał znów wrócić do tego myślami...
       ~~~~~~~§~~~~~~~
Wspomnienie Draco

Około dwudziestoletni mężczyzna wchodzi powoli po schodach obejmując i całując namiętnie także około dwudziestoletniego szatyna w okularach. Usta pocierają o usta, ręce przesuwają się po rozgrzanym ciele kochanka, zdejmując ubrania...
Stanęli w drzwiach sypialni już zupełnie nadzy. Na moment przestali się całować, aby rozglądnąć się po pomieszczeniu. Ściany w ciepłym kolorze pastelowej zieleni. Balkon z przeszklonymi drzwiami. A na środku pokoju olbrzymie łóżko ze szmaragdową pościelą, z baldachimem.
Zaczęli zbliżać się do łóżka, znów się całując. Upadli na nie i po chwili przestali wymieniać pocałunki. Patrzyli na siebie oddychając szybko.
- Draco - wydyszał szatyn.
- Harry - wysapał w odpowiedzi blondyn.
Po chwili Draco zamrugał i pochylił się lekko w stronę Harry'ego. Zdjął mu okulary i odłożył na szafkę nocną. Uśmiechnął się widząc ostrą zieleń oczu Harry'ego, nieprzytłumianą przez grube szkła.
- No - rzekł zadowolony. - Teraz już nic nam nie będzie przeszkadzać...
Mówiąc to przetoczył się i położył na szatynie. Pocałował go. Pocałunki z początku były delikatne, stawały się jednak z każdą chwilą coraz mocniejsze i namiętniejsze. Po chwili Draco oderwał się od ust kochanka.
- Harry - wychrypiał. - Nie mam ochoty na grę wstępną...
- D-dobrze Draacoooooo... - jęknął Harry czując jak coś napiera na jego wejście, wciskając się coraz głębiej i głębiej...
Tej nocy w sypialni jeszcze długo rozbrzmiewały krzyki i jęki przyjemności kochanków.

*********************
Draco budził się powoli, czując delikatny dotyk na policzku. Poruszył się delikatnie.
- Mmm... Haarry... - wymamrotał i otworzył powoli oczy.
Ujrzał roześmiane oblicze Pottera.
- Dzień dobry, Draco - rzekł szatyn wesoło.
Malfoy wybąkał coś niezrozumiałego w odpowiedzi i zamknął oczy, zamierzając znowu pójść spać. Niestety, przeszkodził mu w tym jakże wspaniałym zamierze Potter, który widocznie miał wobec niego inne plany.
- Hej! - krzyknął piskliwie Draco, czując nagły chłód, gdy czarnowłosy zerwał z niego kołdrę.
- Pora wstawać, jest 12 - powiedział energicznie były Gryfon.
- No Haaarryyyy - jęknął były Ślizgon. - Proooszę.
- Nie - odrzekł zdecydowanie Potter. - Za 15 minut chcę cię widzieć w kuchni na śniadaniu, kochanie.
Uśmiechnął się złośliwie i wyszedł.
Draco niechętnie wstał i mrucząc coś pod nosem o sadyźmie niektórych osób, powlókł się do łazienki.

**********************
Dracon Malfoy siedział w salonie w Malfoy Manor, gapiąc się w ścianę. Dwójka posępnych mężczyzn w szarych garniturach, po złożeniu mu nieskładnych kondolencji, które i tak do niego nie docierały, opuściła niedawno rezydencję. "Nie" myślał wciąż blondyn od chwili usłyszenia strasznej informacji. "Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. To nie może być prawda. Nie Harry. NIE!!"
Były Ślizgon ocknął się nagle z cichego szoku.
- Nie - wyszeptał i zaraz poczuł, jak coś ciepłego spływa mu strumieniami po policzkach. - Nie!
Zaczął głośno szlochać, przeklinać, prosić, grozić, błagać. Ale to nic nie dało, bo Harry nie żył i już nic, NIC nie mogło przywrócić mu życia. Draco czuł, jakby jego dusza rozdarła się na tysiące, miliony, maleńkich kawałeczków i poleciała w każdy, choćby najmniejszy i najbardziej ukryty zakątek świata, poszukując tej ukochanej, bratniej duszy, jakby wciąż nie mogąc uwierzyć, że jej już tu nie ma, że odeszła, zniknęła... Zaśmiał się rozpaczliwie, histerycznie. Tak, śmiech był dość silny, wyrzucał z niego wszystko co czuł. Bo pragnął nie czuć nic. Zapomnieć. Wyrwać sobie z piersi to coś, co kiedyś było sercem, a teraz było po prostu olbrzymią krwawiącą raną, pulsującą bólem wraz z każdym uderzeniem. A płacz... W sumie był dobry. Pokazywał, że boli. A ból był dobry, bo jeśli boli, to wiadomo, że wciąż się żyje. Ale... Co łzy właściwie dają? Nie uśmierzają bólu. Nie odpychają go gdzieś daleko. Tak, żeby się nic nie czuło. Nic. Bo Draco nie chciał żyć. Nie tak. Nie bez Harry'ego... A łzy... Po co się płacze, jeśli to nic nie daje? Po co marnować czas i życie, które może być tak krótkie, tak nagle się skończyć...
Ronił łzy, rozmyślając nad ich sensem. Nie wiedział, że był to ostatni raz, gdy zapłakał...

        ~~~~~~~§~~~~~~~
Malfoy otworzył nagle oczy patrząc w baldachim olbrzymiego łóżka. Nie... Tego nie chciał sobie przypominać... Tego bólu, okropnego bólu... Tak bardzo bolało... Zachichotał. Tak. Śmiech był dobry. Odpychał go od uczuć. Od bólu. Tak. Zaczął więc śmiać się, najgłośniej jak potrafił, tarzając po całym łóżku. Rozbolało go gardło, ale on śmiał się dalej. Żeby tylko ten ból zniknął... Żeby odszedł... Nagle przestał. Nie... Nawet śmiech już mu nie pomagał. Śmiech, dzięki któremu tyle przetrwał, dzięki któremu wciąż żył. Powiedziałby też, że nie zwariował, ale okłamałby wtedy samego siebie. Ale śmiech pomagał. Zazwyczaj. Lecz nie teraz. Jego ostateczny środek uśmierzający cierpienie, zawiódł. Skulił się więc w kłębek czując falę bólu przebiegającą przez jego ciało. Nie... Nie! Zaczął histerycznie, obłąkanie pół chichotać - pół sucho szlochać. Przetoczył się po łóżku i spadł na podłogę, ale nie przeszkadzało mu to, wciąż śmiał się i wydawał z siebie szlochające dźwięki, próbując odgonić natrętny ból. Fragmenty rozmów rozbrzmiewały mu w głowie... Fragmenty wspomnień przelatywały przed oczami... Nie... To ZA WIELE...  Musi... Musi coś zrobić... Żeby odepchnąć ten ból... Tak... Musi... Obiecał, ale... On MUSI. Żeby już tak nie bolało... Musi...
Wstał i ruszył chwiejnym krokiem w stronę łazienki. Przeszedł przez pokój i otworzył drzwi. Prosta łazienka w jasnych kolorach z prysznicem, sedesem i umywalką nad którą wisiało lustro, a nad lustrem mała szafka. Sięgnął do niej i wyciągnął ostrą żyletkę. Przesunął delikatnie, niemal pieszczotliwie, opuszką palca wskazującego po ostrzu. Mmm... Taak... Witaj z powrotem...
Bez ociągania się, przystawił sobie ostrze żyletki do nadgarstka i jednym szybkim ruchem wykonał nacięcie, z którego natychmiast zaczęła płynąć krew. Piękna, czerwona - w kolorze miłości. Odchylił głowę do tyłu, przymykając oczy. Och tak, to wspaniałe uczucie ulatniającego się bólu, wraz z upływem krwi... Ta ulga...
- O MÓJ BOŻE, DRACO!!!!
Otworzył oczy i odwrócił się szybko. Cholera. Astoria.
Kobieta w szmaragdowych szatach, z ciemnymi włosami związanymi w kok, stała pobladła ze strachu w drzwiach łazienki.
- Wydaje mi się - powiedział lodowatym, ochrypłym głosem. - Czy ja zabroniłem Ci przebywać w tej części rezydencji?!
Astoria wzięła głęboki oddech.
- Ja... Ja przepraszam, Draco - zaczęła drżącym, ale spokojnym głosem. - Ale... Przyszłam do domu, wszędzie były porozrzucane twoje ubrania i... Wołałam cię, ale nie odpowiadałeś... Zaczęłam cię szukać... Ale nigdzie cię nie było... Więc przyszłam tutaj... Och, naprawdę bardzo przepraszam, Draco, ale się strasznie przestraszyłam!
Malfoy przeszył ją chłodnym spojrzeniem.
Astoria wzięła jeszcze jeden głęboki wdech i zaczęła powoli zbliżać się do Dracona, mówiąc do niego uspokajająco.
- Przepraszam, Draconie, naprawdę... Och, ale co ty tutaj robisz, hmm, Draco? Stało się coś? Jeśli tak, to chodź, zejdziemy na dół, wypijemy herbatkę, porozmawiamy... Odłóż tą żyletkę, ona naprawdę nie jest ci potrzebna... Aj... Ta rana na nadgarstku wygląda paskudnie, nie uważasz? Chodź, opatrzymy ją i trochę uleczymy, bo jutro ręką nie ruszysz, Dray... A możesz jej jeszcze potrzebować, nie uważasz?
Mówiła spokojnym, pogodnym głosem. Zbliżyła się do blondyna, powoli wzięła z jego ręki żyletkę i schowała do kieszeni.
- Widzisz? - powiedziała cichutko. - Nie potrzebujesz jej... No, chodź, Dray, pójdziemy do kuchni, wypijemy herbatkę, pogadamy...
Złapała go delikatnie za łokcie i z miłym uśmiechem zaczęła go ciągnąć w stronę drzwi. Wyszli z łazienki, z pokoju, zeszli po schodach i udali się do kuchni. W kuchni Astoria usadziła Dracona na jednym z krzeseł i machnęła różdżką w stronę czajnika, w którym zaczęła się gotować woda. Następnie kobieta ponownie machnęła różdżką i z szafki wyskoczyły dwie filiżanki, nasypała się do nich herbata i czajnik wlał do filiżanek wrzącą wodę. Potem Astoria odwróciła się w stronę Draco.
- Ojej... Nie jest Ci zimno, Dray? - powiedziała i machnęła różdżką, a na Draconie natychmiast pojawiła się gruba, zielona szata. Pani Malfoy uśmiechnęła się ciepło. - Teraz lepiej, prawda?
Podeszła do mężczyzny i uklęknęła przy nim. Wzięła delikatnie w dłonie jego poranioną rękę.
- Uu... To nie wygląda za dobrze, prawda? - powiedziała łagodnie.
Przystawiła różdżkę do krawędzi cięcia na nadgarstku blondyna.
- Volnera Samantu - wyszeptała.
Krew przestała płynąć z rany, która po sekundzie zrosła się. Astoria uśmiechnęła się do siebie, wstała, wyjęła z jakiejś szafki w kuchni dwie fiolki, ponownie uklęknęła przy Draco i podała mu je.
- To Eliksir Uzupełniający Krew - powiedziała wskazując jedną z fiolek, a następnie wskazała drugą i dodała - a to Eliksir Uśmierzający Ból. Proszę, wypij je.
Dracon posłusznie zrobił to, o co go poproszono. Astoria posłała mu ciepły uśmiech. Wstała i poszła po filiżanki z herbatą. Gdy przystanęła, by je wziąć, obejrzała się ukradkiem. Dracon patrzył tępo przez okno, nie zwracał uwagi na swoją żonę. Astoria szybko otworzyła więc jakiś woreczek, odetkała jakąś fiolkę i dodała ich zawartości do herbaty blondyna. Następnie wróciła do stołu, podała herbatę Draconowi, a sama usiadła ze swoją naprzeciwko. Draco natychmiast wypił całą zawartość filiżanki. Pani Malfoy nie musiała długo czekać na efekt specyfików, które dodała mężowi do naparu, już po paru sekundach Dracon zapadł w głęboki sen. Astoria westchnęła. Teraz jeszcze tylko musi przenieść go magią do łóżka i skontaktować się z psychiatrą, żeby się dowiedzieć, co ma robić dalej. Jak zwykle...

        ~~~~~~~§~~~~~~~
Wspomnienie Astorii

Ciemnowłosa kobieta stoi na środku białego korytarza, wpatrując się tępo w podłogę. Wiedziała, że to się tak kiedyś skończy. Że on tu kiedyś wyląduje. Nie mógł sobie poradzić z JEGO śmiercią... A potem jeszcze ten, wymuszony przez rodziców blondyna, ślub z nią... To się MUSIAŁO tak skończyć.
Ośrodek Psychiatryczny. Ha...! Dobrze, że nie kostnica, bo i do tego było mu już blisko.
Nagle otworzyły się drzwi do jednego z pomieszczeń.
- Pani Malfoy? - rzekł starszy mężczyzna w okularach i białym fartuchu.
Poderwała szybko głowę.
- Tak?
- Czy... - odchrząknął. - Czy mógłbym panią prosić na sekundę?
Strzepnęła ze spódnicy niewidoczny pyłek.
- Oczywiście - powiedziała i ruszyła w stronę doktora.
Mężczyzna przytrzymał jej drzwi, a następnie dołączył do niej, zamykając wcześniej drzwi na zasuwę.
Znaleźli się w małym pomieszczeniu, oddzielonym od większego grubą szybą i drzwiami z klamką tylko z zewnątrz. W większym pokoju znajdowało się proste, pojedyncze łóżko z przyczepionymi grubymi pasami, którymi obecnie przywiązany był do łoża nieprzytomny, młody mężczyzna, o bladej jak śnieg skórze i platynowych blond włosach. Do nadgarstka blondyna podłączona była rurka, przez którą do żył mężczyzny przedostawał się przezroczysty płyn. Na rękach blondyna widoczne były blizny po cięciach. Rany zostały uzdrowione, ale z bliznami eliksiry nie mogły już sobie poradzić... Miały tam one pozostać na zawsze... Przypominać... Kusić...
Wzięła głęboki oddech.
- Co... Co mu jest, panie doktorze?...
Mężczyzna w fartuchu spojrzał na nią ze współczuciem.
- Nie mógł widocznie pogodzić się z jakimś wielkim nieszczęściem, które spotkało bliską mu osobę... Jego umysł nie poradził sobie z taką ilością duszonych uczuć... Cierpienia... To i jeszcze parę innych czynników doprowadziło do..częściowego utracenia zmysłów. Dlatego czasem może mieć takie...napady.
Spojrzał na nieprzytomnego Dracona.
- Ciągle powtarza imię "Harry"... Czy może mówi coś to pani?
Astoria wpatrzyła się niewidzącym wzrokiem w podłogę.
- O tak - szepnęła. - Bardzo dużo mi to mówi...

~~~~~~~§~~~~~~~

CIĄG DALSZY NASTĄPI
________________________
*"Marność nad marnościami i wszystko marność" ~ Księga Koheleta


Heroizm nie czyni z nas bohaterów. Uratowanie damy serca, czy zabicie pająka, którego boi się małe dziecko, także nie. Bohaterem jest się wtedy, gdy jest się w stanie całkowicie poświęcić się dla innych, nawet jeśli coś się przez to straci. Nie jestem bohaterem. I nigdy nie będę. I wiecie co?... I nie przeszkadza mi to. Jestem egoistą i jestem z tego dumna. Ale... Kto jeszcze w tych czasach jest w stanie być bohaterem? W tych, tak egoistycznych i materialistycznych, czasach? Rozejrzyj się po szarym tłumie. Czy znajdziesz tu bohatera?...

Offline

 

#2 2012-11-17 14:21:07

 Luna Lovegood

Moderatorka                Dyrektor Hogwartu

44346588
Skąd: Jaktorów
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 494
Punktów :   
Postać: Luna Lovegood
Zawód/ Dom ucznia: Dyrektorka Hogwartu
Czystość krwi: Czysta
Popiera: Zakon Feniksa
W związku z : to też skomplikowane xD
WWW

Re: "Vanitas vanitatum et omnia vanitas" (Drarry) +16

Przeczytam to za dwa dni.


Jak powiedziałam tak zrobiłam i zapowiadam, że jest bardzo fajne, ale....









Drarry mi się przejadło

Ostatnio edytowany przez Luna Lovegood (2012-11-19 18:59:41)

Offline

 

#3 2013-01-09 22:23:58

 Jęcząca Marta

Duch

34070022
Call me!
Skąd: Żary
Zarejestrowany: 2012-11-05
Posty: 339
Punktów :   10 
Postać: Jęcząca Marta
Zawód/ Dom ucznia: duch / Ravenclaw
Czystość krwi: mugolak
Popiera: Zakon Feniksa

Re: "Vanitas vanitatum et omnia vanitas" (Drarry) +16

Przepraszam, jestem leniwa, nie chce mi się czytać, a znając Ciebie, będzie to coś co mi sie nie spodoba ^^ Żartuję, kiedyś przeczytam i napiszę


"Dla dobrze zorganizowanego umysłu śmierć to tylko początek wielkiej przygody." Dumbledore

Offline

 

#4 2013-01-10 09:21:09

 Draco Malfoy <3

Wszechmogący Władca Forum  Nauczyciel Eliksirów w Hogwarcie

36672885
Call me!
Skąd: Żary
Zarejestrowany: 2012-11-03
Posty: 813
Punktów :   14 
Postać: Dracon Abraxas Malfoy
Zawód/ Dom ucznia: Nauczyciel Eliksirów (Hogwart)
Czystość krwi: Czysta
Popiera: Siebie, innych ma gdzieś :P
W związku z : Ethan Bennington

Re: "Vanitas vanitatum et omnia vanitas" (Drarry) +16

Pfff. "Kiedyś". No Marta noooo! To jest moje jak narazie najdłuższe i najlepsze drarry! Ii ogólnie najlepsze opowiadanie moje no xD


Heroizm nie czyni z nas bohaterów. Uratowanie damy serca, czy zabicie pająka, którego boi się małe dziecko, także nie. Bohaterem jest się wtedy, gdy jest się w stanie całkowicie poświęcić się dla innych, nawet jeśli coś się przez to straci. Nie jestem bohaterem. I nigdy nie będę. I wiecie co?... I nie przeszkadza mi to. Jestem egoistą i jestem z tego dumna. Ale... Kto jeszcze w tych czasach jest w stanie być bohaterem? W tych, tak egoistycznych i materialistycznych, czasach? Rozejrzyj się po szarym tłumie. Czy znajdziesz tu bohatera?...

Offline

 

#5 2013-01-10 15:05:28

 Jęcząca Marta

Duch

34070022
Call me!
Skąd: Żary
Zarejestrowany: 2012-11-05
Posty: 339
Punktów :   10 
Postać: Jęcząca Marta
Zawód/ Dom ucznia: duch / Ravenclaw
Czystość krwi: mugolak
Popiera: Zakon Feniksa

Re: "Vanitas vanitatum et omnia vanitas" (Drarry) +16

Drarry? To nie czytam. NIENAWIDZĘ Drarry..


"Dla dobrze zorganizowanego umysłu śmierć to tylko początek wielkiej przygody." Dumbledore

Offline

 

#6 2013-01-10 17:20:06

 Luna Lovegood

Moderatorka                Dyrektor Hogwartu

44346588
Skąd: Jaktorów
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 494
Punktów :   
Postać: Luna Lovegood
Zawód/ Dom ucznia: Dyrektorka Hogwartu
Czystość krwi: Czysta
Popiera: Zakon Feniksa
W związku z : to też skomplikowane xD
WWW

Re: "Vanitas vanitatum et omnia vanitas" (Drarry) +16

Ej Marta a co nie czytasz mojego

Offline

 
REAKTYWACJA FORUM! REJESTROWAĆ SIĘ I PISAĆ!! :))

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
wow quest wotlk addony spadek mocy w 1.9tdi www.pwnzorsguild.pun.pl fragment z pisma św dla przyjaciela www.magia-ksiazek.pun.pl